Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
49 postów 1444 komentarze

Prawo i Sprawiedliwość.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W Polsce mamy poważny problem ze zrozumieniem, czym jest Prawo i Sprawiedliwość. Słaba pociecha, że podobny problem ma cały współczesny świat.

Nasi praojcowie wierzyli, że dobre prawo i dobra sprawiedliwość pochodzą od Boga. Jako takie są uniwersalne, mają transcendentalne źródło  i nie mogą być przedmiotem intersubiektywnych konwencji lub targów dokonywanych na rynku. Trzeba je odkrywać – z pokorą i w duchu wewnętrznej uczciwości. My, współcześni epigoni starej tradycji chrześcijańskiej,  straciliśmy taką wiarę. Więcej, wyrzuciliśmy ją na śmietnik jako zabobon niedorozwiniętej do poznania siebie ludzkości.

Wyznajemy inną wiarę. Prawo to coś, co sami postawimy w konstytucjach i ustawach, zaś sprawiedliwość również konstytuuje się na  interaktywnościach  konwencjonalnych, bo przecież musi być zrelatywizowana do rozmaitych kultur i map interesów politycznych, gospodarczych, cywilizacyjnych… I musi być  społeczna.

Sprawiedliwość społeczna – wbrew temu co głoszą wyznawcy liberalizmu gospodarczego  – to idea z tego samego sztambucha nowożytnych zabobonów,  co i wolny rynek. Ideał na targowisku próżności współczesnej demokracji…Jedna z mantr wkręcających  bojowników  politycznych rozmaitych opcji  w wojny ideologiczne.

W wielkim i bardzo mocnym  uproszczeniu wygląda to tak, że lewica bije się o sprawiedliwość społeczną zaś prawica o wolny rynek. Z tej wojny,  pozornie  przeciwstawnych systemów wartości, powstaje pokrętne i niespójne  prawo. Prawo niesprawiedliwe. Prawo, w którym nie ma miejsca na świątynię, a co najwyżej,  na kruchtę wrzuconą do prywatnej przestrzeni. Ale nawet tam  władza właścicieli  mamony nie chce odpuścić moherom i włazi z buciorami do ich domów, jakby przeczuwała, że nie zazna spokoju, dopóki nie ujrzy w kajdanach   poprawności politycznej samego Pana Boga.

No dobrze. Nie mam wizji naprawy Polski, czy świata. Ja nie z tych, co głosić będą jakąś formę fanatyzmu politycznego czy religijnego, lecz  z tych, co borykają się z naprawą siebie. Ja raczek nieboraczek nie porywam się z lemieszem i pługiem ubogiego na czołgi wielkiej polityki.

Tak tylko, ledwie zaznaczam, że o kant nagiej prawdy rozbiją się te wszystkie farmazońskie ideały wyznawców raju na ziemi, który ma powstać na modłę jedynie słusznej wiary – naszej wiary. Kant nagiej prawdy – tak czy owak niedefiniowalny – daje się rozpoznać każdemu człowiekowi, niezależnie od pozycji społecznej i posiadanego majątku, przy lada pierwszej okazji. Wystaje z każdego doświadczenia i  z każdej chwili, w której tzw. prostym ludziom i królom  przychodzi spotykać sam na sam z rzeczywistością, z jej obliczem zapisywanym w konwencji trwogi i   dramatu. Fakt, że niektórzy całe życie – aż do samiutkiej śmierci – muszą wyczekiwać na takie spotkanie twarzą w twarz z oczywistą nagością przeznaczenia, niczego nie zmienia.

Naga prawda miele w proch ludzkie ideologie i wyobrażenia o tym, czym są prawo i sprawiedliwość, zwłaszcza te materialistycznie wykoncypowane z nicości - wypalane  w diabelskim kotle postmodernistycznych relatywizmów. Naga prawda ma w nosie szlachetnych wyznawców lewoskrętnych i prawoskrętnych systemów porządkowania świata w kategoriach ludzkich wartości. Rzekłbym, że naga prawda lgnie do Niewidzialnego i pragnie „miłosierdzia, nie ofiary”.

Niewidzialny  Bóg jest poza skalą ludzkich wyobrażeń form i obrazów, dlatego najlepiej o Nim milczeć i nie gadać zbyt wielu głupstw. Przedwieczny  stworzył ten świat -  i stworzy, cokolwiek zechce -   z czystej miłości. A ludzie powinni stawać się mniej pyszni,  czyli jak najbardziej cisi i pokorni, by odkrywać w sobie trochę więcej człowieczeństwa i zakotwiczeń osób w wartości i  we wspólnoty,   oraz -  napełniać siebie wzajemnie miłością. Prawda, że utopia?

Tyle, że nie moja – naukę taką głosił  Jezus Chrystus. Po mojemu wszelako:  z ewangelicznego   przesłania miłości da się wyprowadzić najgłębszą  filozofię  – również dla lewoskrętnych i prawoskrętnych wyznawców ideologii lepszego, bo na naszą modłę budowanego,  świata. Bo – poza trwogą i dramatem - kant nagiej prawdy najmocniej uderza w sumienie człowieka w chwilach napełniania się  życia troską  o coś, za co odpowiadamy, w tym również  - troską o wspólne dobro.

Żył wielki człowiek, który pragnął  zmieniać i zmienił Indie – przywrócił swojej ojczyźnie niepodległość. Nazywał się Mahatma Gandhi. Przypisuje się jego autorstwu następujące słowa:

„Każdy, kto podporządkowuje się niesprawiedliwemu prawu, ponosi odpowiedzialność za to wszystko, co jest tego konsekwencją.

Toteż, jeśli prawo i sprawiedliwość są w konflikcie, musimy wybrać sprawiedliwość i nieposłuszeństwo wobec prawa.”

Mahatma Gandhi zginał z rąk fanatyka religijnego. Taki los. Ten rodzaj śmierci nie ujmuje wielkości przywódcy Narodu, lecz raczej ją uświęca  i czyni nieśmiertelną w pamięci potomnych.

Mnie nie interesuje  teraz  hagiografia hinduskiego męża stanu, lecz zacytowane powyżej słowa  – ich sens i przesłanie. To oczywiste: Musimy w takiej sytuacji konfliktu wartości wybrać sprawiedliwość . Ale  czy  we współczesnej Polsce mamy w ogóle szansę na wybór sprawiedliwości? Czy taka opcja nie została  zamknięta dla świadomości osoby wmanipulowanej w bełkot celebry prostaków?  Czy sprawiedliwość nie została upartyjniona? Czy nie jest tak, że każda sekta polityczna posługuje się innym kodem sprawiedliwości, niezrozumiałym w obozie wroga? I skąd ta nowomowa u władzy, która deklarowaną politykę miłości realizuje w czystej mowie nienawiści? I dlaczego chce kneblować obywatelską krytykę swej nieudolności? W majestacie prawa stanowionego  i w imię sprawiedliwości społecznej?! Retoryczne pytania.

Otóż, żyjemy w takim państwie i takiej unii państw, gdzie prawo (miejscami mocno) niesprawiedliwe (i gęsto głupie, nielogiczne, sprzeczne wewnętrznie) tworzy się w geometrycznym postępie – bez opamiętania i  raczej w lewoskrętnym amoku lewackich rojeń ideologicznych.

To prawo bez Boga. To prawo coraz częściej i gęściej ma zwykłego człowieka za śmieć. To prawo służy mamonie i interesom wielkich korporacji, powstaje w maglu lobbystycznych wpływów. I tak dalej.

To prawo niesprawiedliwe z wielu innych powodów, ale beneficjenci takiego prawa – a jest ich wielu i właśnie oni mają wpływy polityczne i gospodarcze w ustroju demokracji przedstawicielskiej  – powiedzą, że jest ono sprawiedliwe społecznie.

 - Komu służy, dla tego bywa  sprawiedliwe, kogo wyklucza, ten sam sobie winien, bo ma wędkę, lecz ryb nie chce mu się łowić –  tak przecież da się  opowiedzieć o liberalnym duchu  praw i wolności obywatelskich w demokracji przedstawicielskiej . Kto więc ponosi odpowiedzialność za wszystkie konsekwencje  durnego  prawa stanowionego dziś w Polsce i  Unii Europejskiej? Ten, kto je mętnie tworzy? Ten, kto je wykorzystuje dla własnych korzyści?  Ten, kto  bezmyślnie się podporządkowuje pod niesprawiedliwość  dla świętego spokoju lub dla okruchów z pańskiego stołu? Też!

Fakt to fakt: Chore prawo jest jak  garb dla gospodarki i społeczeństwa, ale co ze sprawiedliwością? Jaka ona jest i gdzie ona jest we współczesnym świecie postmodernistycznych relatywizmów? Czy nie jest tak, że  nie ma już prostej i wspólnej dla wszystkich ludzi sprawiedliwości, bo została ona wyparta przez rozmaite formy wyobrażeń o sprawiedliwości społecznej? Ano, tu chyba został  pogrzebany pierwszy pies. Tu, czyli w relatywizacji  i uspołecznieniu sprawiedliwości.

Nie ma sprawiedliwości tam, gdzie w mózgach obywatelskich zalęgł się mem sprawiedliwości społecznej. Bo wprawdzie sprawiedliwość ma swój wymiar aksjologicznie społeczny, lecz  zapuszcza  korzenie  głębiej – aż do sumienia, które gdzieś tam każdy człowiek w sobie niesie przez życie. Sumienie to – najpierw -  sprawa rozmowy człowieka z Bogiem, a dopiero następnie – ze sobą i  z drugim człowiekiem.  To cały las, a nie pojedyncze drzewo na pustkowiu.

A gdzie został pogrzebany drugi pies, czyli  sumienie  cywilizacji, która ogłosiła dumnie śmierć Boga? Lapidarna odpowiedź: w przyszłości,  zanikającej i nie chcącej otwierać zdrowych  horyzontów dla optymistycznych prognoz jutra. Słowem: zamiast rozwoju będzie zwój, zamiast życia śmierć, zamiast kultury dekadencja i rozpusta, zamiast pracy tłuste tyłki bankierów, zamiast dobrobytu dług rzucony na plecy przyszłych pokoleń.  I rosnąca  nędza oraz smród. To dopiero wybór – faktycznie za grosz w nim sumienia.

Gdzie można odnaleźć sumienie? Tylko w człowieku, który postanowił  oprzeć się   obwieszczeniu z nekrologu cywilizacji śmierci  i prowadzi własną walkę, by  dotrzymać wierności Bogu.

Ale gdzie żyje taki człowiek?  Potraficie go odnaleźć i wskazać: to on! No dobrze! Znam kilku takich ludzi, którzy nie zakopali talentu sumienia, lecz sumiennie oddali mu przewodnictwo nad własną wolnością. Znam, ale nie wymienię żadnego nazwiska. Dlaczego? Bo autorytety moralne to farbowane lisy lub, jeśli jakiś autentyczny chciałby wstąpić na salony,  będzie  wrzucony do kotła z napisem „Polska”, którego nawet diabły nie muszą pilnować, bo  - jak w  kawale słusznie rozpoznano -  sami Polacy, zwłaszcza ci z mainstreamu, potrafią skutecznie pilnować własnego piekła.  Autorytety są martwe w naszej kulturze pompowania pomponików miernot na rozmaitych jarmarkach i targowiskach medialnej próżności…  a wraz z nimi umiera nadzieja na zwykłą, taką ziemską -  sprawiedliwość, zwłaszcza  w okolicach, gdzie ulokowała się władza.

Sprawiedliwość do świata, myślę tu tylko o jego małym fragmencie, może  przywrócić człowiek, który odkopie talent własnego sumienia (i odzyska serce). A następnie, kierując się sumieniem (rozumem i sercem), życie swoje zawierzy Bogu. Takich ludzi – po prawdzie – potrzeba wielu, żeby coś drgnęło i poczęło się naprawiać w kulturze i cywilizacji, w Europie, na świecie i w Polsce. Ale tacy ludzie nie mogą wychylić nosa poza płot własnej zagrody. Żeby uniknąć plutonu egzekucyjnego wściekłych psów z mediów, muszą napisać opowieść własnego losu z dala od sfery publicznej. Prawda, że śmieszne?

Od czasów Mahatmy Gandhiego ludzkość wykonała milowy krok w kierunku cywilizacji śmierci. Mało dziś miejsc na świecie, gdzie prawo stanowione  wchodzi w konflikt ze sprawiedliwością społeczną. Dzieje się tak, gdyż wykluczenie, mówiących wprost  o niesprawiedliwości i bezprawiu na targowisku  sitw i partii politycznych, w mordowniach mediów i sądów, następuje bezbłędnie i automatycznie.  Plutony egzekucyjne stoją w pogotowiu, gotowe do rozstrzelania każdego, kto podważy w Polsce republikę okrągłego stołu. Młyny kłamstwa przykrywkowego nie ustają przy robieniu ludziom wody z mózgu. Przemysł pogardy dla frajerów pracuję na pełnych obrotach i wypłukuje   ludziom z głów myśli o innej sprawiedliwości niż ta, za którą opowiada się władza i mainstream.  Jedni stają przeciw drugim, dziel i rządź, napuszczaj i kontroluj –  to samo sedno tzw. demokracji liberalnej.

Z arsenałów sprawiedliwości, odwołującej się do sumienia i Boga,  usunięto już nawet kurz po starych ideach. Pranie mózgów będzie nasilane, a  efekty, czy raczej ludzkie produkty (takiego durnego rynku pod kontrolą oligarchów), będą coraz skuteczniej  (bo od żłobków) utwierdzane w przekonaniu, że wszystko jest w najlepszym porządku.

Produktem sterylizacji chemicznej i manipulacji informatycznej  będzie  w tym odruchu  odwracania kota ogonem, czyli wmawiania, że antywartości są wartościowe, nowy człowiek przyszłości – w sam raz skrojony na miarę New World Order.

Prawo stanowione coraz rzadziej będzie wchodzić w konflikt ze sprawiedliwością społeczną, gdyż – po prostu – kaganiec na ryj łatwo założyć człowiekowi z zagubionym sumieniem. Bez odnowy moralnej i duchowej  czeka nas los dinozaurów, uciekających w dekadencję  i hedonizm  -  że odniosę się do poety Eliota -  „nie z hukiem, lecz ze szczurzym piskiem”.

Póki co i w każdym razie, exodus  do nor bezalternatywnej nieodpowiedzialności, wydrążonych w labiryntach egoizmów i partykularyzmów degenerującej się kulturowo  i demograficznie Europy, trwa w najlepsze.  A tendencji, by stawić czoło problemom, nie widać.     

Może ktoś potrafi podać lepszą diagnozę choroby  niż ta oto: Dzieje się źle, bo prawo i sprawiedliwość stały się interesem dla  posiadających  jeszcze prawo do robienia interesu. Talonem  nieprawości wymienianym na zysk w hipermarkecie  poprawności politycznej.

A już na sam koniec felietonu,  dla lepszego samopoczucia Szanowny Czytelniku, pozostawię do namysłu jeszcze takie pytanie:  Jeśli wybierzesz nieposłuszeństwo wobec prawa, to w imię jakiej sprawiedliwości?

Sprawiedliwości sumienia, czy sprawiedliwości społecznej?

 

  

KOMENTARZE

  • Zdecydowanie: Wybieram Sprawiedliwość Sumienia!
    Jeśli coś skłania człowieka do nieposłuszeństwa wobec prawa stanowionego i nie jest to sumienie, to nieposłuszeństwo nie rozwiązuje realnych problemów, lecz raczej w miejsce starych tworzy nowe. Ścieżka rewolucjonisty i bojownika politycznego niczego nie naprawia w człowieku, w państwie ani w świecie. W miejsce starych łotrów wchodzą na deski teatru łotrzy nowi, obiecujący gruszki na wierzbie albo raj na ziemi. Historia daje nam wciąż nowe lekcje w tej materii, a człowiek jak był głupi, tak nadal jest.

    Mądry felieton, chociaż trudny.
  • @Synergie 19:33:37
    I co mam odpowiedzieć? Zgoda. Tzn. zgadzam się, że statek sprawiedliwości ma być zakotwiczony w sumieniu, gdyż bez takiego zakotwiczenia odpłynie w kierunku niesprawiedliwości społecznej.

    Z całą pewnością - teraz to do mnie dotarło - coś takiego jak niesprawiedliwość społeczna istnieje na tym świecie. A czy da się tu poukładać rzeczy w państwie, gospodarce i społeczeństwie tak, żeby "królowała" sprawiedliwość tzw. "społeczna"?

    Bez sumienia prawidłowo uformowanego - nie, zdecydowanie nie.
  • Piotr
    Dobry tekst

    Pozdrawiam
  • @Łażący Łazarz 21:36:24
    Niech sobie trafia, gdziekolwiek.

    To nie są byty nieistniejące, lecz istniejące 'robale' mentalnego smogu, który zatruwa ludzkość wypaczonymi przez krótkie rozumki bojowników politycznych ideałami 'najlepszych' rozwiązań dla nieistniejących w przyrodzie problemów.

    Wolny rynek to utopia. Sprawiedliwość społeczna to utopia. Pycha graczy o władzę nad ludźmi pod sztandarami wykoślawiających rzeczywistość ideologiami to jedyny fakt.

    Dwie utopie walczące o koryto dla swoich to już kosmiczna ściema. Matrix dla durniów, którzy dają się porwać w wir historii przez cynicznych cwaniaków.
  • @thot 22:09:34
    Dziękuję. Trzeba go dopracować. Może w niedzielę znajdę chwilę czasu na redakcję. Bo dziś puściłem w formie dość surowej.
    Pozdrawiam.
  • Zachodzę w głowę, jak długo jeszcze
    będę obserwował na NE beznadziejne próby wykreowania elit.
    Elit moralnych i skutecznych.
    Skutecznych na tyle, by utrącić "system".

    (Używam słowa "system" - bo to struktura (poza ideologią) identyczna z komunizmem)(A "układ" - Kaczyńskich - stawiał ich samych - jakby poza tym "układem")

    (próby) Beznadziejne - bo to (wykreowanie elit) - jest niemożliwe.
    System utrąci każdą misję grupy - zanim ta - zdąży sformułować skuteczny program. Program z natury rzeczy - mniejszościowy (z nadzieją na poparcie większości).

    Zapiera mi dech w pirsiach szaleństwo nadziei w oczach - kolejnych elitariuszy.
    Roi się tu od różnych BMW - komukolwiek.
    Niestety - nie ma sie "pod kogo podwiesić".

    Wielu za honor poczytuje sobie oczekiwanie na "elitę".... tę "WŁAŚCIWĄ". To oczekiwanie - to żałosne usprawiedliwaianie braku własnej kreatywności. Znieczulanie niespokojnego sumienia.

    Tej "elity" nie ma i nie będzie.

    Pokonać system może jedynie SIŁA porównywalna wartością z siłą systemu. A takiej - system powstać nie pozwoli i użyje wszelkich środków, aby trwać.
    Zbiorowy samobójca, to jedna z najłagodniejszych metod perswazji (społecznej).

    Ale nie ma sposobu, by zastraszyć większość.

    NIE PORA - BY TO SOBIE UŚWIADOMIĆ???

    I ZROZUMIEĆ, ŻE TYLKO TYLE (idei) ILE JEST W STANIE (JEST SKŁONNA) PONIEŚĆ (w przyszłość) WIĘKSZOŚĆ - MOŻEMY OCALIĆ?
    Dla Polski?

    Jeśli nie zrezygnujemy z mrzonek o elitach - POLSKĘ STRACIMY.

    Jeśli Polskę zachowamy - to jej forma - jaka przetrwa - prędzej, czy później wyłoni ludzi szlachetnych, mówiących po polsku, żyjących na polskiej ziemi - których większość (pozostałych) - PRZYJMIE ZA WZÓR .

    TAK POWSTAJĄ ELITY.

    Nie - w procesach autorytatywnych, czy naukowych wskazówek.
    Nie można komuś wyznaczyć elit.
    Większość - biorąca kogoś za wzór dla siebie - kreuje prawdziwą elitę.

    Bo jeśli ktoś DOBROWOLNIE bierze kogoś innego za wzór - to nie trzeba go do nśladowania namawiać - obiekt nasladowania staje się AUTORYTETEM - niejako - automatycznie.

    Troska więc o brak elit, to problem wyssany z palca - elit nie potrzeba (WIĘKSZOŚCI). (a leczyć sumienia mniejszościowym "kanapowiczom"?.... - szkoda chyba czasu)...
    Pozdrawiam
  • @BTadeusz 22:33:20
    A jeśli elita nie dla większości???...(jeśli większość jej nie docenia...)

    To co to za elita?

    (jeśli Boga nie ma, to z ciebie za szatan?...-:)
  • @BTadeusz 22:29:04
    Jeśli chodzi o mnie, to nie wierzę w żadne elity, a mit o elitach, które mają zbawić Polskę i Polaków po prostu mnie śmieszy. (Gdyby nie ciągnął się za nim żałosny cień zdrad i korupcji?) Może dlatego, że poznałem wielu z tzw. elit. Moje myśli podążają raczej ku rozważaniom bardziej zdystansowanych od bieżącej polityki. To świadomy wybór.

    Ostatnio badam potencjał demokracji bezpośredniej i fraktalnej organizacji wspólnot, społeczności i narodów. To takie tylko ćwiczenie w wyobraźni, bo nie ma za bardzo do czego w historii tego namysłu odnieść.

    A tak poza tym, przyznaję, że w wieloma tezami komentarza zgadzam się.

    Pozdrawiam
  • @BTadeusz 22:39:16
    Moi rodzice, gdy byłem dzieckiem powtarzali często: "Bez Boga ani do proga". Tym nasiąkłem. A rodziców mam bardzo dobrych.
  • @Piotr F. Świder 22:46:03
    Acha, i myśli Pan, że tylko Pan głosowałby za Dekalogiem?
  • @BTadeusz 22:47:33
    Nie. Myślę, że ponad 50 proc. Polaków. Ale nie dostaniemy takiej szansy. Dlaczego? To dość trudno opisać w jednym zdaniu...
  • @Piotr F. Świder 22:49:29
    Pewnie, że nikt nie da nam demokracji w prezencie.
    Ale gdyby skłonić większość, aby zażądała większościowego stanowienia prawa?
    Tyle i takiego, jakie rozumie?
    Może wystarczyłoby dla nas wszystkich?

    I:
    Czy jest inna REALNA DROGA???
  • @BTadeusz 15:02:43
    Nie ma.
    Po mojemu nie ma innej realnej drogi do realnych zmian.
    Problemem jest tylko jeden detal: jak skłonić większość, żeby mądrze myślała, a następnie odpowiedzialnie działała?

    Sporo pozytywnej pracy trzeba wykonać. I tu jest trzeci pies pogrzebany, albowiem nasz naród jest bardziej skłonny do niekończących się kłótni o to, kto ma siedzieć na przysłowiowym wozie, a kogo należy zepchnąć pod wóz, żeby gdziekolwiek dojechać - ruszyć z błocka, w którym utknęliśmy.

    No i, jest jeszcze problem, że byle prowodyr, jeśli tylko głośno krzyczy i bezpardonowo oskarża innych o całe zło świata, znajduje w Polsce posłuch u jakiejś większej lub mniejszej grupy.
  • @Piotr F. Świder
    W przeszłości siła decydowała o tym, co jest prawem...potem siłę zastąpił pieniądz i to ON decydował, co jest zgodne z prawem i wolą cezara. Kiedy faryzeusze pokazali Chrystusowi denara, zapytali się: Czy trzeba cezarowi płacić podatek? Chrystus, zapytał ich: Czyja jest podobizna na denarze? Odpowiedzieli-że cezara. Odpowiedź jest Panu znana. Mam rycinę przedstawiającą tę scenę i uczyniłem sobie obrazek na ścianę. I często patrzę na ten obrazek i pamiętam słowa Chrystusa. Dzięki temu zdołałem oprzeć się mamonie i zachowałem wiarę. Pozdrawiam serdecznie.
  • @Faber 12:19:28
    To bardzo cenna uwaga.
    Pozdrawiam serdecznie
  • @BTadeusz 22:33:20
    "Jeśli nie zrezygnujemy z mrzonek o elitach - POLSKĘ STRACIMY.

    Jeśli Polskę zachowamy - to jej forma - jaka przetrwa - prędzej, czy później wyłoni ludzi szlachetnych, mówiących po polsku, żyjących na polskiej ziemi - których większość (pozostałych) - PRZYJMIE ZA WZÓR ."

    >>> racja

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY

więcej