Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
49 postów 1444 komentarze

Wielka Solidarność zaczyna się od milionów małych solidarności!

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nie trzeba wiele, żeby wspaniałomyślnie i zarazem głupio oddać za friko własną wolność - wystarczy bierność i obojętność. Wystarczy przymknięte oko na krzywdę sąsiada.

 

- Polska to my – napiszę górnolotnie. Ona jest mniej więcej taka jak my, wciąż nasza, ale jednocześnie już nie nasza i jakby wyobcowana. -  I zadam  całkiem przyziemne pytanie: - Dlaczego, w takim razie,  tak wielu z nas sądzi, że nie ma na nic wpływu?
Nie mieć na nic wpływu to być niejako wykluczonym. Ja siebie wykluczyłem, gdyż oni mnie wykluczyli. Kim są oni? Jedno jest pewne: oni to nie my. Oni są, gdy nas nie ma. Bo jednostka wobec onych nic nie znaczy.
Jednostka nic nie znaczy wobec państwa i wobec kasty polityków. A nasza kasta polityków i urzędników, wbrew temu, o co ją posądzamy, nie w ciemię bita – potrafi perfekcyjnie zadbać o własne interesy. Tak, klasa bez klasy  wie, że jak nas podzieli na wrogie plemiona, będzie długo i niesprawiedliwie rządzić nami, czyli na nas żerować. I to właśnie czyni.
Czyni dokładnie to, na co otrzymała przyzwolenie.  Nie trzeba wiele, żeby wspaniałomyślnie i zarazem głupio   oddać własną wolność  – wystarczy bierność i obojętność. Wystarczy przymknięte oko na krzywdę sąsiada. Uf, dobrze mu tak – zasłużył. Jutro ja zasłużę i on mi odpłaci tym samym. Bo przecież nie jest z mojego rodu, lecz z wrogiego plemienia. Uf, jakie to chrześcijańskie.
Od rezygnacji zaczyna się odpływanie od wpływu. Rezygnujemy z wielu praw – nawet tych zapisanych w Konstytucji. Dajemy przyzwolenie politykom, by uprawiali swój cyrk – bezkarnie. Sami kończymy nasz bunt przeciw niesprawiedliwości zazwyczaj na gadaniu – piętnując zło, które nas otacza. Jeden piętnuje drugiego, a drugi odpłaca mu z nawiązką.
A jakie z tego wynika dobro?
Jakie dobro wynika z niekończących się sporów o ideologie? Dwa dodać dwa zawsze równa się cztery. Tak jest w matematyce i zwyczajnym życiu, gdzie działa prawo duchowe, co zasiejesz, to zbierzesz. Ale tak nigdy nie jest w wyidealizowanych modelach ideologicznych teorii ekonomicznych. Tam obowiązuje inne prawo: prawdą jest to, w co ja wierzę, zaś nieprawdą to, w co ty wierzysz, przygłupie.
Dlatego – mówię – zlitujcie się nade mną i przestańcie siebie katować wyzwiskami tylko za to, że ktoś nie chce się zapisać do takiej czy siakiej sekty objawionej prawdy. Na tej drodze, drodze nigdy niekończących się debat na temat wyższości mojego słonia nad twoim mamutem, wyginiemy wszyscy – co przepowiedział nam już dawno nasz umiłowany przywódca – jak dinozaury.
Faktem jest, że nasz wpływ na politykę i wielkie procesy cywilizacyjne jest znikomy w dzisiejszych czasach. Daliśmy przyzwolenie, by tak urządzili nam świat, ci, którzy dążą skuteczniej - często bez skrupułów - do powiększania własnej strefy wpływów naszym kosztem.
Dlaczego naszym kosztem? Główny powód – tu na Nowym Ekranie -  tkwi w utracie energii życiowej na jałowe spory. Biegamy tu i tam z taczkami, ale nie mamy już czasu, żeby je załadować. A to takie proste. Wystarczy pomyśleć o warunkach współpracy i jeśli kalkulacja daje wynik pozytywny, zacząć ze sobą współpracować. Po co? Dla jakiej idei?
Gdyż tylko tak pojawi się opcja dla nadziei. Opcja rozwiązywania problemów i tworzenia rzeczywistości w miejsce tworzenia problemów i negatywnych pól mentalnej niemocy, która wyklucza poza nawias.
 Człowiek, który kieruje się w życiu zdrowym rozsądkiem, dąży  -  i jest to najzwyczajniejszy ruch świadomej siebie osoby  w świecie - do poszerzenia własnej strefy wpływów. A jeśli sam niewiele może osiągnąć, szuka miejsca, gdzie ja przechodzi w my.
Ja przechodzi w my -  w  tym ruchu należy szukać początków narodzin każdej solidarności – małej i wielkiej.
 Mieć co najmniej tyle wpływu na rzeczywistość, żeby nie utracić wolności - to podstawowe wyzwanie egzystencjalne dla każdego człowieka. Mieć co najmniej tyle wpływu na państwo i tworzone prawo, żeby czuć się gospodarzem na swojej własności i obywatelem w Polsce.
 A jeśli środowisko cywilizacyjne zaczyna być nieprzyjazne, że trudno osiągnąć  stan wolności w pojedynkę, trzeba się zrzeszać i łączyć siły. Najlepiej w sposób mądry i zdrowy - wokół pozytywnych celów.
Praca ma sens, gdy potrafimy ją nakierować na pozytywną przemianę – siebie, własnej drużyny, czy ostatecznie – co znów zabrzmi górnolotnie - naszej Ojczyzny.
To siebie usprawiedliwię i ukuję powiedzenie:  Gdy zaczynasz górnolotnie i nie chcesz skończyć jak Ikar, nie porywaj się z motyką na słońce. Wielkie debaty o ustroju, państwie, prawie, gospodarce, przedsiębiorczości (…) są dziś  w Polsce potrzebne, lecz jeszcze bardziej owocne będą małe rozwiązania, które uda się odnaleźć dla konkretnych problemów, by następnie wdrożyć je skutecznie w praktykę polityki i życia. Takie podejście, pragmatycznie rozsądne, wydaje się mieć sens.
Wielka Solidarność zaczyna się od milionów małych solidarności. A te małe solidarności to z kolei wyzwanie dla wolnych ludzi. Niby proste w teorii. A w praktyce?
 

KOMENTARZE

  • Tekst został napisany mimochodem
    Jako realizacja zapowiedzi o stopnioowym zwijaniu bloga.
    A ponieważ jest to odpowiedź na niepokoje Jerzego Wawro, to może być zamiast polemiki pod Jego ostatnim postem.
  • @Piotr F. Świder 18:45:32
    "...Jakie dobro wynika z niekończących się sporów o ideologie?..." - dobra nie tworzy to żadnego, ale jeśli pozwala obalać ekonomiczne zabobony to jest to wojna sprawiedliwa i warto ją prowadzić. Takim ekonomicznym zabobonem jest "wolny rynek". Nikt go nie widział a wielu wierzy.
    http://Ryszard.Opara.nowyekran.pl/post/66458,bomba-zegarowa-iii-rp#comment_523626
  • @nikander 19:40:42
    O wolności trzeba rozmawiać zaczynając od antropologii i aksjologii a nie od ekonomii.
    Mam taką intuicję, że tyle możemy wypracować wolnego rynku, ile uda nam się odzyskać wolności.

    Bo cokolwiek ma być wolne, to najpierw wolny musi być człowiek - a to nie tylko kwestia warunków, lecz również samoświadomości.
  • @Piotr F. Świder 19:53:33
    W praktyce wypaczone pojęcie równości demoralizuje wszystkich podobnych do ludzi. Dużo czasu upłynie zanim zaczną tworzyć się małe solidarności. Chaos medialnych sporów udowadnia początek budowy domu od dachu. A kto w tym domu ma mieszkać, wolni ludzie, czy niewolnicy to już tabu?
  • @Piotr F. Świder
    Piszesz: "Człowiek, który kieruje się w życiu zdrowym rozsądkiem, dąży - i jest to najzwyczajniejszy ruch świadomej siebie osoby w świecie - do poszerzenia własnej strefy wpływów."

    To generalnie nie jest prawdą. Człowiek rozsądny dąży do realizacji swych celów. Gdy napotyka opór, powinien rozważyć strategię poszerzania wpływów. Ale strategia rezygnacji nie jest bynajmniej irracjonalną.
    Można czasem porywać się na to, co niewykonalne. Ale do tego potrzeba coś więcej niż rozsądek.

    Inna ważna kwestia: ten tekst powstał w oparciu o błędne odczytanie moich deklaracji. Ja nie deklaruję rezygnacji przed "onymi". Przedstawiłem zasady funkcjonowania naszego społeczeństwa w kontekście kulturowym, aby podkreślić, iż mamy do czynienia z czymś więcej niż splotem bezmyślności i głupoty. To jest diagnoza dokładnie odwrotna do diagnozy Jarosława Kaczyńskiego, czy Michalkiewicza. Pokonanie "onych" nic nam w tej sytuacji nie daje. Musielibyśmy coś zrobić ze sobą..... Dlatego oceniam jako nieskuteczne marnotrawienie energii to co próbuje zrobić R. Opara.
  • @goodness 20:37:55
    Trafiasz w samo sedno. Leopold Staff napisał nawet piękny wiersz o budowaniu domu - o ile dobrze pomnę - od dymu z komina.
    Budujemy nasz dom od dymu z komina.
    Wielkie odezwy do narodu nie zastapią realnej pracy.
    Zanim pojawi się szansa na Wielki Ruch Społeczny, nawiązujący do Solidarności, lecz przecież całkiem inny (z uwagi na zagrożenia odmiennego typu), trzeba by nauczyć się współpracy w mniejszych zespołach.
    Mniej debatować o dymie z komina, a więcej o "technologiach" służących do wylania fundamentu pod wspólny dom.
    Co nas może cementować i scalać w XXI? Co nas rozbija, atomizuje i w rezultacie gubi? Dlaczego każdy musi (lub chce) mieć rację i buławę w tornistrze? Skąd to wielkie marzenie kolejnego środowiska o wodzu (lub liderze), który poprowadzi naród? Przecież to archaiczne myślenie niewolników (wodzu prowadź, wodzu wybaw nas ode złego!), nie zaś ludzi wolnych.
  • @Jerzy Wawro 20:46:20
    (Ja piszę)Piszesz: "Człowiek, który kieruje się w życiu zdrowym rozsądkiem, dąży - i jest to najzwyczajniejszy ruch świadomej siebie osoby w świecie - do poszerzenia własnej strefy wpływów."

    ( A Ty odpowiadasz): "To generalnie nie jest prawdą. Człowiek rozsądny dąży do realizacji swych celów. Gdy napotyka opór, powinien rozważyć strategię poszerzania wpływów. Ale strategia rezygnacji nie jest bynajmniej irracjonalną.
    Można czasem porywać się na to, co niewykonalne. Ale do tego potrzeba coś więcej niż rozsądek."

    I gdzie tu sprzeczność. Jedyne co uczyniłeś, to rozwinąłeś moją myśl o fraktalne konkretyzacje. Przecież realizacja celów w środowsiku społecznym bez dbania o utrzymanie własnej strefy wpływu lub jej rozszerzenia, to warunek konieczny osiągnięcia sukcesu. Taki jest ten świat. I dla mnie to oczywiste, że czasami strategia rezygnacji prowadzi do utrzymania kursu, że nie warto walić głową w mur ani wyważać otwartych drzwi. Że tak ogólnie zdrowy rozsądek słabo słucha nawiedzonych ideologów.

    Nie jest więc ten felieton o porywaniu się na cele nieosiągalne, lecz o koniecznych warunkach, które pozwalają na osiąganie mniejszych celów. Najpierw trzeba przestać dolewać oliwy do ognia, by wrogie plemiona(dziś głównie PO i PiS, ale przecież linie demarkacyjne są rozmaite) zmyły ze swoich czerepów wojenne farby i zrozumiały, że jest coś takiego, jak dobro wspólne, a nie wyłacznie prywata.

    Oczywiście mogę sobie wyobrazić samotnego geniusza, który zamyka się w laboratorium i tworzy nową teorię wszystkiego ,z daleka od światowych gier sił, albo poetę, którego pieśni będą śpiewały przyszłe pokolenia, a który za życia nie ma na nic wpływu. (Np. Cyprian K. Norwid).Ale już bloger, który chce mieć tu uznanie, musi niejako pisać w duchu dominujących trendów lub oczekiwań redakcji. Łamiesz jakieś tabu, które ktoś inny ma w głowie i jesteś wyzywany od debili. Czego doświadczyłeś, podobnie jak ja. A przecież to błahostka nie warta wzmianki.

    Tak naprawdę mój tekst jest o wartościach takich jak solidarność i wolność.
  • @Jerzy Wawro 20:46:20
    To zdanie:
    "Przecież realizacja celów w środowsiku społecznym bez dbania o utrzymanie własnej strefy wpływu lub jej rozszerzenia, to warunek konieczny osiągnięcia sukcesu."
    powinno brzmieć:
    Przecież realizacja celów w środowisku społecznym bez dbania o utrzymanie własnej strefy wpływów lub jej rozszerzenia utrudnia osiąganie celów. Dbanie o strefę wpływów społecznych to warunek koniecznyosiągnięcia sukcesu. (i tak dalej).
    Gdy się człowiek śpieszy (to diabeł się cieszy) lub jest rozpraszany, to tak mu się skraca myśl pakowana w zdanie, że staje się to zdanie mętne.
  • @Piotr F. Świder 21:11:19
    1. Sprzeczność pojawia się, jeśli strategię współpracy potraktujemy jako niezbędną. A chyba w tym się różnimy?
    2. Poza prywatą i dobrem wspólnym jest siła, która nad nimi góruje: dobro korporacyjnej sieci. To nie jest tak, że politycy PO to same s-syny. Ale nie ma tam nikogo, kto by się przeciwstawił interesom korporacji.
  • @Piotr F. Świder 20:49:05
    "Zanim pojawi się szansa na Wielki Ruch Społeczny, nawiązujący do Solidarności, lecz przecież całkiem inny (z uwagi na zagrożenia odmiennego typu), trzeba by nauczyć się współpracy w mniejszych zespołach."
    ============

    Pozornie to ma sens, jednak w realiach III RP nie. Nie powstaną w każdej społeczności "mniejsze zespoły" do konstruktywnej aktywności (jednak trochę ich działa już, niektóre z tradycjami w setkach lat) bez pleców Wielkiego Ruchu Społecznego. Uważam że to jest realna droga, od góry w dół.

    Nie umiem sobie wyobrazić nawet zorganizowania w mojej parafii, czy nawet gminie powiedzmy setki ludzi do nowej organizacji społecznej nawet bez polityki (a ta jednak jest konieczna podczas wszelkich wyborów) bez pleców ruchu. Nie powstanie takie środowisko, ale na fali ogólnopolskiego ruchu dotrze "moda" na ruch nawet na wieś i będzie łatwiej, nie muszę wtedy być liderem niechcianym, bo będzie dość chętnych z lokalnych elit mających większy posłuch z racji szacunku, zasług, układów itd. Rozumiesz? I na pewno przyznasz mi rację.

    Nowa Solidarność np z 1-5 mln uczestników-sympatyków może mieć tysiące małych stowarzyszeń, klubów, zespołów, grup, komisji. To się zacznie kręcić jak tysiące trybików wielkiej maszyny. Od góry, od góry. Od dołu nie jest to możliwe, liderów mogą teraz dosłownie wymordować, zrobić wariatów, podważyć, zgnoić itd inaczej wyłączyć.
  • @Jerzy Wawro 22:07:20
    W czasach, gdy prywatyzuje się, a właściwie oligarchizuje wodę a myśli o oligarchizacji powietrza (ogień w znaczeniu źródło energii oraz ziemia w znaczeniu prawa, które sprzyja korporacjom przy jej zakupie w znacznym stopniu są już zoligarchizowane), chciałbym precyzjnie zrozumieć, co definiujesz we frazie "dobro korporacyjnej sieci".

    A co do współpracy, to jest ona zasadniczo niezbędna w szeroko rozumianym życiu dla ciągłości trwania naturalnej wspólnoty - rodzina, naród. Natomiast w rozważaniach o gospodarce kategoria współpracy, współdziałania jakby również bywa pomocna, ale nie w znaczeniu dogmatycznego warunku przedsiębiorczości czy funkcjonowania rynku. Na poziomie teorii ekonomicznych właściwe są nieco precyzyjniejsze rozważania, żeby nie popaść w upraszczające ideologizacje.
  • @Marek Kajdas 01:53:21
    Stawia Pan sprawy na głowie. Tak na marginesie, zastanawiam się, jak można postawić na głowie sprawy, które już stoją na głowie?

    Po pierwsze, to nie nowa Solidarność ma mieć setki stowarzyszeń, które jakiś sztab usadowiony w centrum dowodzenia będzie powoływał, uruchamiałi kontrolował, lecz z setek oddolnych inicjatyw ma się wyłonić nowa Solidarność. Fraktalna sieć o kilku wymiarach głębi i hierarchi, a nie piramida.

    Po drugie, jeśli nie potrafi Pan sobie wyobrazić synergii na poziomie parafii, gminy, czy środowiska Nowego Ekranu, to skąd się biorą sny o potędze?

    Realna droga z góry na dół? A kto ma usiąść na tronie góry i kto ma lizać mu stopy u podnózka dołu? Wariant z Bolkiem w Solidarności już został przerobiony. Wariant partii wodzowsko-oligarchicznych i kast polityków, która odebrała suwerenowi prawo do samostanowienia właśnie jest przerabiany. A Pan chce wchodzić do tej samej rzeki. Napina muskuły i w kółko powtarza: musimy uczynić coś wielkiego dla ratowania Ojczyzny.

    Jak? Skoro nawet małe rzeczy nam nie wychodzą?
  • @Piotr F. Świder 06:39:23
    "...Natomiast w rozważaniach o gospodarce kategoria współpracy, współdziałania jakby również bywa pomocna, ale nie w znaczeniu dogmatycznego warunku przedsiębiorczości czy funkcjonowania rynku..."

    Piotrze, sądzę, że jesteś na dobrej drodze ale jeszcze trochę pogubiony. Ja powtarzam za jakimś Pleśniarskim i już nie pamiętam, czy Polak to był czy Rosjanin "...Żadna szlachetna cecha człowieka nie może ukształtować się poza sferą pracy i w oderwaniu od doświadczenia zespołu...". Żadna szlachetna cecha społeczeństwa także. Nie bójmy się postawić współpracę i współdziałanie jako dogmat gospodarczy. Przecież to są te zasoby synergii o udostępnienie których chodzi nam w stowarzyszeniach spółek dorazowych (klastrach) i w spółkach właścicielsko-pracowniczych.

    Popatrz, co z nami zrobił konfliktowy model stosunków przemysłowych. Jak daleko zdeprecjonowaliśmy prestiż społeczny przedsiębiorców.
    Popatrz jak daleko im nie ufamy. Wolimy sprawy tworzenia miejsc pracy powierzać urzędnikom niż przedsiębiorcom. O renacjonalizację upomina się i Kaczyński i Palikot a ostatnio - chyba przez pomyłkę - nawet Ryszard Opara. To tkwi w naszych umysłach. Jeśli przedsiębiorca stworzył 10 miejsc pracy to stworzy także i to 11 i z pewnością będzie to miejsce pracy i wydajniejsze i tańsze.

    Musimy coś zrobić z naszymi głowami tak, jak to zrobił prezydent Korei Południowej Park Chunk-hue. Każdy przedsiębiorca ma prawo, aby traktować przedsiębiorstwo jako źródło zysku. Jednak państwo ma możliwości, aby u przedsiębiorcy wykupić zmianę tego konfliktowego postrzegania firmy na "długookresową maksymalizację dochodów pracowniczych". Prezydent Park tuczył te swoje czebole jak gęsi na stłuszczone wątroby. Znacjonalizował banki i zmuszał do finansowania tych, którzy już byli bogatymi ale coś potrafili, po to tylko aby "zysk" nie przysłaniał im sumienia.
    My musimy (powtarzam musimy) zdobyć się na rozwiązania niekonwencjonalne. Takim rozwiązaniem może być właśnie spółka właścicielsko pracownicza, której państwo pomoże zbudować "pracowniczy majątek produkcyjny". Taką politykę zastosował Reagan promując ESOP.

    Potencjalnie na ten cel możemy mieć jakieś 30 mld rocznie. Kwota, może nie oszałamiająca, tylko te pieniądze są i są dotychczas pożerane przez garb odsetkowy.
    Ta "kwantowa zmiana świadomości gospodarczej" jak określił to były minister gospodarki Włoch Bruno Lomborgini, może odbyć się jedynie za zgoda dwóch stron: pracodawców i pracobiorców. Dlatego piszmy ustawę i ustanówmy PRZYWILEJ zasilenia kapitałów tych spółek emisją pieniądza. Jeśli przedsiębiorca zrozumie, że celem jego działania jest "długookresowa maksymalizacja dochodów pracowniczych" to dostanie kasę na "małą integrację sąsiadów".

    Spółki dorazowe i spółki właścicielsko pracownicze zintegrują na ten kraj szybciej niż możemy to sobie wyobrazić. Skończmy z pieniędzmi płaconymi w kopertach, a w dużych kopertach za to że się nie ma skrupułów.
  • @Piotr F. Świder 06:39:23
    Generalnie zgoda.
    Sprawa "strefy wpływów" - trudna i łatwo o błędne rozumienie i interpretacje. Cienki temat.

    Z kolei - nie zaczynajmy od małych grup

    Najpierw ma być idea całości. Przynajmniej w zarysie.
    Później - liczą się wszystkie poczynania mieszczące się w ramach idei.

    Bez idei - nawet najlepsze rozwiązania szybko się zdegenerują.

    To tylko uwagi, bo chyba myśl mamy wspólną.
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:30:31
    Panie Krzysztofie

    Idea już jest, jest nią dobre Polski urządzenia. A dobre "urządzenie" to prawo.
    Wielu Polaków uważa, ze najważniejszym aktem prawnym o charakterze ustrojowym jest konstytucja i jest to całkowita nieprawna. Kapitalizm u nas został przywrócony kodeksem handlowym Maurycego Allerhanda. Jest to prawo które "instytucjonalizuje" podstawowy konflikt społeczny: konflikt na linii pracodawca - pracobiorca.
    Należy stworzyć prawo, które będzie instytucjonalizowało takie wartości jak współpraca i współdziałanie.
    To już rozpoczęliśmy. Pracujemy nad prawem stowarzyszeń do poszczególnych czynności handlowych na wspólny rachunek. Na II Zajeżdzie będziemy mówili o spółkach właścicielsko - pracowniczych.

    Zamiast idei instytucjonalizujmy dobro.
  • @nikander 08:23:57
    Zgadzam się co do istoty ostatniego Twojego komentarza. Okonkretach warto jednak rozmawiać z otwartym umysłem.

    Klucz do właściwych rozwiązań tkwi nie tyle prostej w renacjonalizacji (choć i ona w niektórych branżach strategicznych powinna być rozważana jako środek przejściowy - chyba?), lecz w bardzo przemyślanych koncepcjach systemowych (chodzi o ustrój polityczny i gospodarczy) oraz w precyzjnej zmianie prawa.

    Dla dokonania modernizacji naszego myślenia i ustroju potrzeba jednak chyba cudu. Przeszkody są na dwóch poziomach: krajowym i unijnym. Te podwójne kleszcze prawne i polit-poprawne tak skutecznie nas obezwładniają, że tylko w wariancie całkowitego przejęcia władzy przez ekipę światłych reformatorów dałoby się skruszyć opór materii starego systemu. Stary system jest niewydolny ekonomicznie i coraz bardziej uwłacza godności człowieka, rujnując państwo i wykluczając poza nawias normalnego życia kolejne grupy społeczne.

    Ale ciekawy jestem, co Jerzy rozumie poprzez "dobro korporacyjnej sieci".
    Może to coś da się nazwać nieco inaczej. Bo brzmi jakoś dwuznacznie.
  • @Piotr F. Świder 08:45:57
    Piotrze

    Myślę tak: z tym prawem stowarzyszeń spółek dorazowych może nam się udać, bo nie widzę powodów, dla których "układ" może coś stracić. Mogą stracić czujność. Gdyby się to nam udało, to sił i wiary by przybyło.

    Dlatego uważam Twój pomysł "lobbingu obywatelskiego" i rozmawiania nawet z diabłem w słusznej sprawie - za słuszny. Tylko ten pogląd to też walka z zacietrzewionym polactwem.
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:30:31
    Z grupami to jest mniej więcej tak: nie zaczynajmy od małych i nie zaczynajmy od dużych. Od małych nie warto, bo mają znikomą siłę, od dużych może i warto, ale nie chcą nijak zaznaczyć w rzeczywistości, że są.
    Duża grupa jaką jest naród polski została dokumentnie rozbita na wrogie plemiona. Wodzowie i oligarchie robią, co chcą, z umysłami swych wyznawców.

    Fenomen fragmentaryzacji i patologicznego genu (memu) konfliktu widać w każdym miejscu polityki i aktywności społecznej.

    Mam pełną świadomość, że nad pracami nad konstruktywnymi rozwiązaniami dla istniejących problemów musi unosić się duch światłości i opamiętania - niech będzie, że duch idei i bardzo nowoczesnego paradygmatu cywilizacji jako miejsca, gdzie ludzie rozwijają się ku zdrowiu i normalności, ku - również - wzrostowi duchowemu ku dobru.

    Lecz to wszystko nie jest dziś jeszcze wyłożone, objaśnione i domknięte.
    Dla mnie prace dopiero zaczynają się...
  • @nikander 08:52:44
    Bo gdy każdy chce nosić buławę w tornistrze, trudno o merytoryczne myślenie.
    Nie wiem, co przyniesie dzień jutrzejszy, jakie rozwiązania i jakie nowe sidła. Wiem, że bez cierpliwości i spokojnego wykładania racji, nie uda się zmienić mentalności plemiennej i wyprowadzić z potencjału drzemiącego w Polakach realnego dobra. Duch współpracy i solidarności to nie jest ino bajka. , Ale właśnie tego ducha zatrutu w Polakach. Przydałby się odwyk, czyli detoksykacja organizmu (ustroju).
  • @nikander 08:52:44
    Lecz to oczywiste, że nałogowi bolszewicy i oligarchiczni beneficjenci systemu niesprawiedliwości będą bronić się przed pójściem na detoks. To oni mają siłę, a my co najwyżej możemy mieć argumenty.
    A jak zakończy się gra? Nie wiem.
  • @Piotr F. Świder 09:08:07
    Widzę, ze niektórzy nas podglądają: http://wiernipolsce.wordpress.com/2012/06/22/problemy-gospodarcze-polski-spoleczna-gospodarka-rynkowa-wolny-rynek-ii-zajazd-na-mazowszu/
  • @Piotr F. Świder 09:08:07
    Na dodatek, to jedziemy z zapieczonymi klockami hamulcowymi. Wolnorynkowcom jednak należałoby zaproponować inny autobus.
  • @nikander 09:13:25
    A to interesujące. :-)
  • @nikander 09:17:00
    Coś wydaje mi się, że finał debat przekroczy w nieodległej przyszłości horyzonty podziałów dziś rozpalających tak emocje. Prawda jest taka, że dinozaury po obu stronach barykad wkrótce zrozumieją, że te wszystkie stare teorie ekonomiczne o kant dupy można rozbić. Trzeba oprzeć się na własnym myśleniu i poszukać konkretnych rozwiązań na miarę wyzwań XXI wieku.
    Rozsądne jest podejście otwarte i odideologizowane, stawiające na wiedzę bez uprzedzeń i wstępnych założeń.
  • Owocne będą małe rozwiązania
    Mieć co najmniej tyle wpływu na rzeczywistość, żeby nie utracić wolności - to podstawowe wyzwanie egzystencjalne dla każdego człowieka.
    (...)Wielkie debaty o ustroju, państwie, prawie, gospodarce, przedsiębiorczości (…) są dziś w Polsce potrzebne, lecz jeszcze bardziej owocne będą małe rozwiązania, które uda się odnaleźć dla konkretnych problemów, by następnie wdrożyć je skutecznie w praktykę polityki i życia. Takie podejście, pragmatycznie rozsądne, wydaje się mieć sens.
    Wielka Solidarność zaczyna się od milionów małych solidarności"

    >>> NE stanowi doskonały przykład tego o czym napisałeś.. "konfederacje" , "Prezydenty", "Bursztynowe" inicjatywy, dyskusje itd.. ta mania 'wielkich, zbawiennych działań' :) .. a takich prostych inicjatyw brakuje.
  • @Piotr F. Świder 06:39:23
    Przejdźmy proszę na formę Ty, będziemy się na pewno często stykać na NE, poza nim, może z czasem w realu też. Z Tobą można dyskutować, masz ciekawe przemyślenia i pomysły, słowem pozytywna podpora projektu NE rozumianego także jako społecznościowe dzieło niezależne od zamiarów "góry".

    Nawołujesz do utopii, powiedz w ilu z 60 tys bodaj wsi w Polsce są jakieś obywatelskie kluby, organizacje spoza tradycyjnych sieci opanowanych przez systemowe siły polityczne jak PSL, PO, dawniej nierzadko SLD. Energia społeczna ludzi jest tu zagospodarowana nieraz od wieków tak samo i naprawdę będzie ciężko założyć coś nowego. Może więc poziom sołectw? To samo, ze 40 tys sołectw zdominowanych przez układ. Zatem parafie katolickie i chrześcijańskie tam gdzie niekatolicy dominują? Akurat ci są za PO, PSL, nawet za SLD.

    Tu musi być jakiś CZYNNIK zewnętrzny, ale co, jaki? Może wystarczą niezależne media, np tygodnik NE, może to za mało.

    Zasugerowałem wielką organizację, taką możemy założyć jako społeczność z sojusznikami NE, dodatkowo rozpoczynając proces jednoczenia istniejących form zorganizowanego działania, liderów samotników. Będę się upierał. Oddolnie to nie zadziała na większej połowie Polski, ponad połowa Polaków jest zupełnie bezsilna jak ja. Startowanie w tak złej atmosferze bez wsparcia zewnętrznego jest skazane na porażkę, na miano wariatów, oszołomów itd jeszcze gorsze epitety i takież traktowanie.

    Nie chcę żadnego nowego bolka, Krzaklewskiego, Buzka premiera niby solidarnościowego itp, stąd nie uśmiecha mi się sytuacja kiedy na czele ruchu stanie np p. Opara. Marnie to wtedy widzę. Na jednej osobie zacnej czy nie... nie może spoczywać cały ruch. Ruch może być samorządny, nie trzeba centralnych liderów, ale łatwo odwoływanych organów wykonawczych wg uchwał. Centralizacja? Mniejsza niż nawet w obecnej Solidarności, lokalne struktury powinny mieć bardzo dużą samodzielność i mają działać na swoją odpowiedzialność. Całość jako rodzaj sejmu obywatelskiego z delegatów-posłów z terenu, oraz środowisk, bo nie powinno być ujęcia tylko terytorialnego.
  • @a1a 10:48:15
    Czynię, co potrafię, ale nic nie mogę. Nie mam wpływu na ducha tego miejsca.
  • @Marek Kajdas 10:56:10
    Oczywiście, Marku - przechodzimy na formę bardziej bezpośrednią.
    A te sprawy, które poruszyłeś, omówimy przy okazji jakiegoś spotkania - może w Krakowie.Muszę być oszczędny w słowach. Tak będie rozsądniej.

    Nie, to nie jest utopia. Tak naprawdę pracuję nad całkiem nową koncepcją ruchu społecznego, gdzie są co najmniej dwa bieguny kompetencji - górny i dolny. Oraz całkiem nowe idee samoorganizacji. O tym jednak nie piszę na blogu i nie będę w najbliższych miesiącach pisał.
    A tymczasem aeropag nowoekranowych guru zasilają coraz bardziej błyskotliwe autorytety.
  • @Piotr F. Świder 11:05:15
    "pracuję nad całkiem nową koncepcją ruchu społecznego, gdzie są co najmniej dwa bieguny kompetencji - górny i dolny. Oraz całkiem nowe idee samoorganizacji."

    Brzmi bardzo intrygująco, cóż zobaczymy w końcu w czym rzecz w szczegółach. Dolny poziom musi mieć wg mnie (w razie takiej potrzeby) wsparcie zewnętrzne, może to być forma kreatora ruchów lokalnych, kuźnica, zespoły ludzi-doradców-ekspertów-praktyków z wynikami... którzy danej społeczności w tym pomogą czynnie nawet na miejscu. Jednak ile musi być ekip takich aniołów? To syzyfowa praca w skali Polski, trzeba więc wykorzystać jednak sieć, media, publikować poradniki książkowe, multimedialne.

    Wyobrażam sobie np u mnie kilka konferencji, zebrań, wykładów i koniecznie nowe media lokalne w oparciu nie tylko o sieć. Wtedy powstanie sprzyjający klimat do kreacji lojalnego ruchu niepisowskiego i wolnościowego zarazem. Szkolenie działaczy, animatorów i można działać, jednak to jest konieczne, bo ktoś zupełnie nie obyty z organizacjami, z prawem... nie da po prostu rady w tej dżungli. Aktywność obywatelska taka na serio zaczyna przypominać prowadzenie niemałej firmy. Są ludzie którzy to potrafią, ale jest ich o wiele za mało i są zazwyczaj zajęci, zagospodarowani. Narybek zaś (jak ja) jest zupełnie "surowy". Pozostaje snuć mi wielkie wizje teoretyczne.

    Być może mylisz się zakładając łatwość zasypywania podziałów światopoglądowych, politycznych. Jednak coś się w XXI wieku zmieniło po erze SLD. Nowe podziały będą bardziej trwałe jak za II RP podział na piłsudczyków i dmowczyków, ja np szybko nie podaruję środowisku PO ich grzechów, oraz pychy pisowcom dążącej do jednej partii patriotów, takiego nowego PZP(r)pis. Nawet za komuny dopuszczano jeszcze ZSL i SD ;) W końcu sami się dzielą, ale dalej atakują środowiska obywatelskie, niepisowskie. Niezależność ich boli, a mnie boli ich podejście.

    Jeżeli kusi Cię ruch racjonalistów na rzecz pożytku publicznego co miałoby łączyć obywateli teraz skłóconych, czy biernych, to na czym będzie oparty etos? Zawsze są pułapki, nie dogadasz się ze wszystkimi. Niestety. Cena za czysto technokratyczny ruch może być za wysoka. To byłoby masońskie wręcz podejście, nie warto. Mnie raczej ciągnie katolickie i narodowe ujęciu ruchu. To mogłoby jednoczyć i byłby odpowiednie fundament wartości, etos.
  • @Marek Kajdas 12:51:00
    Panie Marku
    Sądzę, że powinniśmy po prostu działać nie oglądając się na żadne okoliczności. Teraz skupiam się na tym jak:
    - szybko zmniejszyć polski garb odsetkowy, a chodzi tu o niebagatelną kwotę 100 mld zł rocznie. Tu potrzeba jest wyjątkowa determinacja, aby odbić to co nam w świetle prawa zagrabiono.
    - obszarom wiejskim musimy dać "stowarzyszenia do poszczególnych czynności handlowych na wspólny rachunek. Wieś musimy wyrwać z niewoli pośredników i pozostawić tak dodatkowe 30% wartości dodanej. Zacisnęliśmy zęby i robimy to.
    - u przedsiębiorców za państwowe pieniądze musimy kupić "partnerski model stosunków przemysłowych" tak jak w Korei Południowej zrobił to Park Chung -hue.

    To tak w największym skrócie i dla osiągnięcia tych celów skłonni jesteśmy rozmawiać nawet z samym diabłem.

    Inni niech robią to na czym się znają.
  • @Marek Kajdas 12:51:00
    Czy słowo etos nie zostało razem ze słowem elita przemaglowane w tyglu retoryki autorytetów III RP? Jeśli tak, to trzeba mu przywrócić pierwotne znaczenie. Odfiltrować to znaczenie z gówna, które się do niego przyczepiło.

    Etyka to nie jest domena relatywistyczna, lecz jak najbardziej uniwersalna i ogólnoludzka. Mimo to może istnieć ( a nawet powinna) cała gama zróżnicowanych kultur na świecie, a Polska może być miejscem dialogu dla ludzi mających rozmaite światopoglądy i wierzenia.

    Nie chodzi o zasypywanie różnić, lecz o dialog, który otwiera każdego na formę dopuszczalną przez obyczaj i prawo wspólnego dobra.


    A jeśli chodzi opozostałe kwestie, to wybieram teraz konsekwentne milczenie.
  • @nikander 13:27:29
    Józefie,
    Rozmawiać trzeba z ludźmi - czasami konsyliacyjnie, innym razem dość twardo, zaś diabła zostawić diabłu.
    Palić świeczkę Panu Bogu i już niekoniecznie ogarek diabłu.
    Pan Bóg ma tyle pięknych świątyń porozrzucanych po całym świecie, że praktycznie z każdym człowiekiem da się rozmawiać po ludzku.
  • @Piotr F. Świder 14:08:44
    Z tym diabłem to może trochę przesadziłem, ale ponoć nie taki on straszny jak go malują.
  • @nikander 14:13:18
    Nie jest taki straszny, bo malują go jajcarze, którzy widzieli jego wyobrażenia ludowe lub spiskowe, a nie samego diabła.
  • @Piotr F. Świder 06:29:15
    "dobro korporacyjnej sieci" jest mniej więcej tym samy, co dobro oligarchicznej gospodarki. Korporacje potrafią ze sobą współpracować, gdy zagrożone jest dobro tego rodzaju gospodarki. Wszyscy potrafią się wtedy zrzucić na jakiegoś s*syna w rodzaju Balcerowicza, czy Bochniarz, który będzie w mediach peorował, że dobro supermarketów tot to samo, co dobro kraju, że małe firmy nie mają szans przetrwania, że nieważne czyje są przedsiębiorstwa etc....
    Jeśli widzę sens w powstaniu społecznej siły lobbingowej, to właśnie po to, by znaleźć przeciwwagę. Po to, by obnażyć całą głupotę, interesowność i niekompetencję naszych lobbystów, nie trzeba milionów.
    Jeśli natomiast miałoby to służyć realizacji pomysłów "nikandera" - to naprawdę szkoda zachodu.
  • @Jerzy Wawro 18:32:30
    Przecież dokładnie o tym... dokładnie o tym mówię.
    Lecz to nie wszystko. Bo tobardziej rozległe i nie ogranicza się do gospodarki i korporacyjnych sieci ośmiornicy, która pęta i zniewala własność...
    Niestety, ta siła to nie kwestia pospolitego ruszenia. To, albo zostanie wykonane bardzo precyjnie i profesjonalnie, albo szkoda bić piany. Bez finansowania, lepiej pokazać kilka idei, napisać książkę i i odsunąć się w cień.
  • @Jerzy Wawro 18:32:30
    A jeszcze jedno: nie chcę zbyt wiele na ten temat pisać na blogu.
    Nie chodzi jednak jedynie o obnażenie głupoty, gdyż z tego nic nie wynika. Głupota jest obnażana... psy szczekają a karawana jedzie dalej. Ba... nawet przyśpiesza...
  • @Piotr F. Świder 19:40:58
    > lepiej pokazać kilka idei, napisać książkę i i odsunąć się w cień.

    a gdy ja to robię, to czynisz mi zarzuty ;-)
  • @Jerzy Wawro 20:52:57
    Zarzuty? Z tego powodu? Skądże. Coś musiałeś nadinterpretować. Albo ja coś napisałem mało precyzyjnie.

    Już sam nie wiem, czy pozbycie się złudzeń, to siła, czy słabość?
    Pewnie będzie, jak zawsze. Przyjdzie wybierać realne. A realne będzie powiązane z rezygnacją z utopii lub osiąganiem nieosiągalnego i ustaleniem dynamicznej równowagi dla takiej strefy wpływów, w której da się być sobą i wykonywać własną pracę z godnością i sprawnie.

    Trzymaj się. Tak czy siak, coś da się zrobić.
  • @nikander 13:27:29
    obszarom wiejskim musimy dać "stowarzyszenia do poszczególnych czynności handlowych na wspólny rachunek.
    Kurde, co to jest, jak to ma działać, a w szczególności który rolnik sens tego zrozumie w miarę szybko?
  • @zadziwiony 22:20:32
    http://nikander.nowyekran.pl/post/65013,konstruktywni-wskrzeszamy-stowarzyszenie-spolek-dorazowych

    pozdrawiam
  • @nikander 13:27:29
    Podziwiam entuzjazm i wiarę w swoje pomysły. Każdy ma ich pakiet. Teraz potrzeba CUDU realizacji. Nam wszystkim...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY

więcej