Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
49 postów 1444 komentarze

O miłowaniu Boga i o świętych, którzy lepią garnki.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? Jezus mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana, Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. (Mt 22,36-38)

Pewien pobożny i cnotliwy młodzieniec zapytał starego mnicha:

- Ojcze, co zrobić, żeby być świętym?

- Trzeba bardzo miłować Boga. –odpowiedział pustelnik.

- A co czynić, żeby być bardzo wielkim świętym?
- Trzeba bardzo, bardzo miłować Boga!
Niby tak, lecz to tylko połowa prawdy – ta pusta i próżna, ta nieroztropna i miłująca wywyższanie siebie. A życie jest zwyczajne i  jako takie jest cudem. Odpowiedzi pustelnika są właściwe, lecz pytający błądzi. Chodzi o motywację. Dlaczego niby chcesz być wielkim świętym? Czyżby perspektywa bycia zwyczajnym człowiekiem nie była już sama w sobie cudownym darem Bożym? Sny o potędze, marzenia o wielkości – nawet te z pozoru niewinne i wzniosłe  – nie przynoszą  światu pokoju, lecz raczej miecz.
- Trzeba być bardzo, bardzo zakompleksionym człowiekiem, żeby stawiać mnichowi pytania o warunki wielkości – nawet tej świętej.  
Święci nie lepią garnków oraz -  także -  nie stawiają głupich pytań. Samo zwyczajne życie jest już bowiem święte i ma być uświęcane, jeśli chcemy żyć, tu, na ziemi. Razem – człowiek przy człowieku, naród przy narodzie.
Skoro Bóg jest Miłością i Prawdą, czego święci doświadczają całą duszą i sercem, podążają po prostu ścieżką miłości i prawdy. Łatwo powiedzieć po prostu, gdy – tymczasem – ścieżka, którą podążają, wąska jest i stroma, czyli łatwo na niej o upadek.  W praktyce żywoty osób, które  tradycja katolickiej i jedynej świętej wiary – jak wciąż wierzą katolicy - uznaje za święte, są jak krzewy różane – zaplątane w aromat niebiańskiego zapachu wiecznej chwały  i ziemskie kolce cierni.
Święci zanurzeni w tradycji chrześcijańskiej, doznają zarazem niesamowitych cierpień i będących jak krynica łask pocieszeń duchowych. Krzyż i obietnica Zmartwychwstania. W takim życiu - transcendencja przeplata się z cierpieniem, niebo obejmuje ziemię, wiara w zmartwychwstanie w Chrystusie obecna w nadprzyrodzonej wizji zapyla każdą chwilę ziemskiego trudu i znoju, niesie ukojenie.
Ale nadzieja dotyka tu wieczności. Są kwiaty, będą i owoce. Rozpalił się płomień miłości, będzie i zjednoczenie z Ukochanym… Chrystusem.
A co jeśli ktoś wyznaje Buddyzm, Islam,  Judaizm, Hinduizm (…)? A nic. A co, jeśli ktoś jest niewierzący? A nic. Tam również rodzą się święci. Każdy człowiek jest prawdziwy. I oby miał odwagę i roztropność, żeby uświadomić sobie tę fundamentalną prawdę. I oby odkrył w sobie sumienie i pokłady dobrej woli.
Każdy człowiek jest prawdziwy.  Mógłbym dodać warunek i napisać: każdy człowiek jest prawdziwy w Bogu - tak jak każda kropla jest prawdziwa w oceanie. To jednak oczywiste. Czy kropla musi sobie zdawać sprawę, że jest znikomą cząstką oceanu, żeby pozostać kroplą? Czy człowiek musi mieć świadomość, że jest stworzony przez Boga , żeby pozostać dzieckiem Bożym?
To drugie pytanie budzi skrajne emocje. We współczesnej wersji  cywilizacji śmierci skłaniamy się ku odrzuceniu Boga lub odmówieniu ludziom wyznającym inną religię prawa do Boga. Cała potęga cesarskiej władzy jest podporządkowana pod dogmat dzielenia ludzi, również ze względu na ich wierzenia  i przekonania. Tak było od zarania dziejów – tak jest i obecnie. Bóg przeciw Bogu,  człowiek przeciw człowiekowi -  i tylko dlatego, że tak chce cesarz lub jakaś grupa obłąkanych iluminatów? To pierwotny obłęd. Nie ma w nim sacrum.
Pewnie teraz powiesz: - Ja nie odrzucam Boga i wierzę w tego prawdziwego, z całych moich sił. To oni odrzucają prawdziwą wiarę i chcą zabić prawdziwego  Boga. Problem w tym, że Prawdziwego nie da się odrzucić ani zabić. Prawdziwy po prostu jest, zaś fałszywy zawsze był martwy. Nigdy nie istniał poza umysłem własnych wyznawców, nigdy nie był żywy.
Jeśli nawet oni (wszyscy poza naszą świętą wiarą) odrzucają  Prawdziwego, to oni sami, tak jak Pan Bóg ich stworzył na obraz swój i podobieństwo, są prawdziwi. Oni są również ludźmi – często bardzo uduchowionymi i  uzdolnionymi. Mają udział w tym samym potencjale boskiego źródła, mają  duszę i ciało, umysł i sumienie oraz niepowtarzalne talenty. Jako ludzkość nie wyjdziemy z niewoli narzuconej przez uzurpatorską władzę, dopóki tego nie zrozumiemy.
 Nie ci odrzucają Boga, którzy szukają Jego Miłosierdzia na własnej ścieżce. Odrzucają ci, którzy uwierzyli w fałszywy dogmat, że ich Bóg jest prawdziwy, gdy oni sami nie potrafią lub nie chcą stać się prawdziwi, nie potrafią lub nie chcą obudzić się z letargu. Po prawdzie, oni   żyją w matriksie fałszywych przekonań, a zranieni w miłości, nie chcą lub nie potrafią ponownie pokochać… siebie i drugiego człowieka.
 Kłamstwo i nienawiść zamiast prawdy i miłości – oto w co zawijana jest osoba w środowisku cywilizacji śmierci. Taki jest nasz świat bez Boga, świat zmumifikowany, w którym jedni udają, że w Niego wierzą, zaś drudzy udają, że nie istnieje, a jeszcze inni, że Go kochają lub nienawidzą. Tak naprawdę nie wierzą w siebie - jeden w drugiego, nie ufają sobie – jeden drugiemu, nienawidzą siebie wzajemne – jeden drugiego. Tyle jest wart porządek cesarski bez porządku Boskiego, ślepe przekonania i wierzenia bez mistycznego doświadczenia.
Bez Boga, który jest Miłością i Prawdą, nie pobudujemy cywilizacji życia. Pomrzemy w mroku jałowych przyjemności i uwikłań, zanim zaczniemy być samoświadomymi osobami w porządku Królestwa Bożego i świadomymi obywatelami w porządku cesarskim. Koniec końców - owładnie nami kłamstwo i nienawiść, opęta przemoc i lęk. Jednym słowem: grzech.
Grzechem – i to o coraz większej grawitacji -  w XXI wieku staje się brak solidarności pomiędzy osobami i narodami.Grzechem staje się uległość wobec możnych i wielkich tego świata, którzy dla utrzymania własnych latyfundiów gotowi są na każdą okropność i okrucieństwo. Nasza planeta wypluje nas ze swoich ust, jeśli nie znajdziemy sposobu na rozwiązanie problemu niesprawiedliwości i zrzucenia z naszych pleców jarzma wyzysku.
Grzech zaczyna się tam, gdzie kończy się nadzieja na miłość i wiara w prawdę. Współczesny grzech pierworodny stał się -  w swych nowoczesnych i ohydnych formach zbiorowej nieodpowiedzialności  -niczym cień dla  życia, który zwiastuje zmierzch człowieka. Jakąś niewyobrażalnie posępną mutację, która zawisła nad przyszłością naszego gatunku.
Zapytajmy więc siebie: - Co trzeba zrobić, żeby pozostać człowiekiem?
- Trzeba bardzo kochać siebie i drugiego człowieka.
- A jak żyć, żeby wydobyć z mroku nieświadomości  świadomość bycia  prawdziwym człowiekiem?
- Trzeba bardzo, bardzo kochać drugiego człowieka aż do zapomnienia o sobie, w którym odnajdziemy siebie prawdziwego!!!
Taki paradoks. Zapomnieć, by sobie przypomnieć. Umrzeć, by narodzić się na nowo.
Nie jest to jednak proste. W gruncie rzeczy  to arcytrudne wyzwanie – dla każdego  osobno i dla nowego myślenia, które nawiązuje dialog poprzez fraktalne sieci komunikacji i gospodarzy poprzez obywatelskie sieci wolnego rynku.
Ego nigdy nie zapomina o sobie. Pycha, o której mówimy, że poprzedza upadek, nigdy nie chce zrezygnować z wielkości. Lecz dopiero, gdy pycha umiera, zaś ego  zostaje oswojone i podporządkowane mądrości, miłosierdzie Boże odnajduje serce w człowieku. Miejmy przynajmniej świadomość, że przede wszystkim w naszych sercach uwolnionych od deprawacji ma szansę dojrzewać plon obfity dla następnych pokoleń, bardziej skłonnych do współpracy i współodpowiedzialności.  Tu i teraz – niestety – jest ta kuźnia świata dla naszych dzieci i wnuków.
W  miejsce kultury opuszczonej przez złego ducha powrócą dusze bardziej dojrzałe  a ciało cywilizacji stanie  się świątynią Boga – duszy dusz. Dopiero wówczas nastanie czas dla budowania cywilizacji życia. Nigdy jednak bez gruntownej przemiany świadomości i bez zmiany paradygmatu na taki, który w centrum troski stawia szacunek dla życia w jego bioróżnorodności i dla talentów, które świadczą o zwyczajności i przestają być powodem do wywyższania jednych ponad drugich.
O osobach, które porzuciły cień własnej wielkości, zapomniały o sobie, by żyć w Bogu i dla Boga, z bliźnim i dla bliźniego, myślimy jako o świętych. To jednak głupie myślenie – połowiczne i dychotomiczne. Niewystarczające w XXI wieku. Taki  relikt dualistycznej świadomości, która nie zna bezinteresownej miłości, a zamiast, jako namiastkę – dla nie dającego się zaspokoić pragnienia - tworzy gry i wojny dobra ze złem, zła z dobrem. Takie prymitywne szachy Lucyfera, w które prawie każdy chce grać, by świat naprawiać wokół na własną modłę.
Święci to po prostu zwyczajni ludzie – prawdziwi i świadomi, że prawda mieszka przede wszystkim w miłości. Dziś lepią garnki i troszczą się o lampki oliwne sumienia. To z nami coś jest nie tak.
Bóg Miłości stworzył ten trudny i pełen pokus oraz oporu materii świat dla dojrzewania ładu w sercu i sumieniu człowieka, ergo - na ziemi nigdy nie będzie pokoju i sprawiedliwości, jeśli nie pojmiemy i nie doświadczymy tej prostej zasady:  droga do prawdziwej wolności wiedzie przez szkołę miłowania Boga.  I tylko tak.
Kto kocha „… Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem…”ten widzi na horyzoncie swej ziemskiej pielgrzymki bramę do Królestwa Bożego. A jest nią drugi człowiek – Chrystus, który mieszka w drugim człowieku i czeka na własne zmartwychwstanie w kolejnej osobie.
Jeśli komuś teraz świta, że wolna wola prowadzi do wolności, to niech o tym dogmacie współczesności na jedną krótką chwilę zapomni. Wolna wola może prowadzić tak samo do wolności jak i do zniewolenia. Kluczem do wolności jest zawsze miłość - wybór miłości. A wytrychem zniewolenia? Nie wchodźmy w zawiłe rozważania aksjologiczne i teologiczne. Zejdźmy na ziemię i wyznajmy własną niewiarę w Najwyższego. Jeśli Bóg jest Miłością, wytrychem zniewolenia jest zawsze grzech odrzucenia miłości, zaś w tym grzechu nie ma miejsca na prawdziwą wiarę.
Właśnie w tym grzechu żyjemy, a przynajmniej większość z nas. Czy niewolnik ma szansę stać się obywatelem w zniewalanym świecie? Pytam, gdyż możliwe, że błądzę, a rację mają wizjonerzy od strategii depopulacji ludzkości  i ideolodzy od ewoluującej samoistnie materii? Mają, nie mają – faktem jest, że  tworzeniem wizji rajów na ziemi napędzają od czasów Rewolucji Francuskiej machinę przemocy i ofiary na masową skalę.  Ot, cały postęp ludzkości, ot, do czego doszliśmy na ścieżce pogardy dla cichych i pokornego serca, na ścieżce pychy, która rodzi się z potrzeby wielkości i wywyższania jednych ponad drugich. Po  Szoah nienarodzonych i zbyt starych, by być produktywnym mięsem oligarchów, przyjdzie czas na pozostałych wykluczonych z Nowego Porządku Świata.  Pora się obudzić i przerwać ten obłęd.
Wierzę jednak, że ziarna racji kiełkują raczej z myśli innych, takich jak ta Karla Poppera: - Próba zrealizowania nieba na ziemi kończy się zawsze wyprodukowaniem piekła.
Na szczęście miłość nie ma nic wspólnego z realizacją marzeń o niebie na ziemi. Miłość to samo życie, jego esencja – na dodatek akceptująca człowieka z jego chorobami i cierpieniami, akceptująca różnorodność kulturową, akceptująca godność i wolność każdej osoby , akceptująca prawa natury i prawa duchowe. Trudna i odpowiedzialna, osobowa i wspólnotowa, współczująca i widząca poza horyzont śmierci.
A poza horyzontem śmierci - w miłowaniu Boga, do którego brama otwiera się w sercu drugiego człowieka i wspólnoty - zawsze odnajdziemy życie. Niech z łaski i miłosierdzia Bożego życie nasze stanie się dobre i prawdziwe.

KOMENTARZE

  • Amen
    "A poza horyzontem śmierci - w miłowaniu Boga, do którego brama otwiera się w sercu drugiego człowieka i wspólnoty - zawsze odnajdziemy życie. Niech z łaski i miłosierdzia Bożego życie nasze stanie się dobre i prawdziwe."

    Amen
    Trudno coś więcej rzec. :-)
  • @Synergie 14:00:19
    Mnie też trudno coś więcej rzec. Nikt nie czyta i nikt nie komentuje.
    Pozdrawiam
  • Miłość
    Kluczem do wolności jest zawsze miłość - wybór miłości.

    >>> obyśmy zawsze tak wybierali :)
  • @a1a 01:32:21
    Najpierw trzeba znaleźć klucz. Bez klucza wybór jest poza zasięgiem.
  • @omnia 18:21:48
    Kto rozumie, ten wie...
  • @Piotr F. Świder
    Gadasz sam do siebie i utwierdzasz się-że wiesz, jestem mądry...
    Piszesz jak dobry klecha i wiesz- że umiesz pisać...
    Ale i tak wszystkich nie przekonasz do wierzenia i praktykowania wiary...
    A wystarczy tylko czasem się pomodlić od serca-jestem grzesznym człowiekiem, ile ja nasłuchałem się pięknych kazań i nic z tego-byłem nadal głuchy, jeśli chodzi o miłość do drugiego człowieka-mego bliźniego...

    Gadanie jest daremne i tylko czyn zostawia ślad dobra w tym świecie.
    Pięknie to napisałeś, ale i tak ten ślad wyparuje w kosmos...może tylko Bóg zapamięta twoje pisanie i piękne słowa w komputerze.Pozdrawiam.Faber
  • @omnia
    Jestem samotnikiem i myślicielem, no i z kim będę gadał, sam ze sobą? Komentuję myśli i słowa innych blogerów i czasami uczę się nowych przekonań i wiem jakie mają poglądy. Nie mam przyjaciół bo w starszym wieku jest o nich trudno, moi przyjaciele poumierali. Lubię ludzi i jestem gaduła, mogę rozmawiać z innymi blogerami tylko za pośrednictwem internetu. Wielu z nich mogłoby być moimi przyjaciółmi, mam z nimi podobne poglądy i łączą nas wspólne idee, tylko przestrzeń nas rozdziela. A do Piotra F. Świdra przecież nic nie mam, czasem komentuję na jego blogu, a jego poglądy nie są mi obce ani kontrowersyjne, ot tak tylko po przyjacielsku czasem tu zajrzę. Pozdrawiam :)))

    Faber
  • @Faber 08:06:51
    Jeśli Bóg zapamięta, co zapisałem z moich doświadczeń duchowych, to już wystarczy. Nie jestem misjonarzem - nikogo nie nawracam, nikogo nie pouczam, nikogo nie indoktrynuję.
    Wiem, że nic nie wiem - powtórzę za Sokratesem.
    Mam świadomość, że takie teksty czyta drobny ułamek promila drobnego ułamka promila osób, do których słowa o miłości przemawiają. Taki jest ten świat.
    Jeśli Bóg stworzył taki świat, to dlaczego ja mam go zmieniać?

    Z tego wynika, że nie szkodzi, że gadanie jest daramne. Rozmawiam w ten sposób z Bogiem i być może z kilkoma osobami, które przeczytały ten tekst. Tym osobom dziękuję. Innym odradzam czytanie. Mają do wyboru znacznie mądrzejsze księgi. :-)

    Skąd wiesz, czy się nie modlę? Takie założenie nie ma raczej podstaw.
    I co wynika z klekotania: jestem grzesznym człowiekiem, jestem grzesznym człowiekiem, jestem...? Wiesz co? Dokładnie nic. To szklanka do połowy pusta. Lepiej widzieć szklankę do połowy pełną i kochać, żeby napełniła się ona do pełni.
    Pozdrawiam
  • @omnia 14:01:08
    Klucz miłości otwiera bowiem drzwi do światów miłości. Ruch miłości jest przed każdym innym ruchem i poruszeniem harmonii informatycznej porządkującej kosmos duchowy człowieka. A jak Ty myślisz, co może być tym kluczem?

    Pewien człowiek szukał na czworakach klucza pod latarnią. Ale nie mógł go przez wiele godzin znaleźć.
    Przechodzień zapytał go: - czego szukasz?
    - Klucza, który zgubiłem.
    - A skąd wiesz, że tu go upuściłeś?
    - Nie, nie tu, lecz najprawdopodobniej - tam. Poszukiwacz wskazał ręką w kierunku, gdzie rozciągała się tylko ciemność.
    - Więc dlaczego szukasz tu a nie tam?
    - Bo tu jest jasno i widać a tam jest ciemno i nic nie zobaczę.

    Gdzie więc człowiek gubi swój klucz miłości do doświadczania miłości?
  • @omnia 13:58:26
    'obyśmy zawsze tak wybierali'

    *Wybór miłości czyli wybór czego - czym jest miłość wg. Ciebie :-?

    >>> Taka idealna :) ? To miłość przenikająca każde naszą myśl, słowo (czyn) a w końcu nasze ciało, w sposób odczuwalny. Nakierowanie na dobro innych, nie tylko własne.
  • @Piotr F. Świder 22:18:00
    "Próba zrealizowania nieba na ziemi kończy się zawsze wyprodukowaniem piekła."
    "Gdzie więc człowiek gubi swój klucz miłości do doświadczania miłości?"

    >>> a czy 'klucza miłości' oraz 'nieba' nie należy szukać w samym sobie, a nie 'na zewnątrz' ? :)
  • @omnia 18:14:28
    Tak na serio, myślisz, że kluczę z kluczem miłości?

    Nie, ani bym nie śmiał kluczyć w tak poważnej kwestii.

    Tym kluczem nie jest jednak wiara. Ten klucz nie pojawia się na zewnątrz, w świecie - materialnym i/lub duchowym.Nie trzyma go w swych dłoniach Bóg ani Anioł Stróż.

    To klucz najbardziej subtelny, gdyż pojawia się jakby wewnątrz, w polu ludzkiej świadomości, gdy ta potrafi podtrzymywać stan, który ja nazywam przytomnością.

    Termin "jakby wewnątrz" oznacza, że myślenie o polu ludzkiej świadomości w kategoraich subiektywnego wnętrza stał się archaiczne i przekłamuje stan faktyczny. Ludzka świadomość jest bowiem wprost wkomponowana w pole kwantowej rzeczywistości, w które wprogramowana jest harmonia Bożej miłości. Ale dopiero w swym stanie przytomnym odzyskuje zdolność pojmowania, że pierwotnym i najgłębszym polem rzeczywistości jest Boża miłość.

    Na to powinniśmy zwrócić uwagę, gdy powtarzamy za świętym Janem, że Bóg jest miłością. Otóż, człowiek musi się nauczyć - a pomocna może tu być modlitwa, medytacja i/lub kontemplacja - aktywować i utrzymywać "we własnych rękach" klucz przytomności, który jest jednocześnie kluczem miłości do światów miłości, żeby uczyć się miłosnej odpowiedzi na miłość Bożą.
    Możliwych i wartościowych metod pracy nad umysłem i w polu świadomości jest wiele.
    Bez tej wiedzy i praktyki, przeciętny człowiek, którego miłość Boża odnalazła i dzięki łasce aktywowała dla niego klucz miłości, który otworzył drzwi do jakiegoś świata zauroczenia, zakochania, czy nawet wielkiej miłości - zgubi ten klucz przy pierwszej okazji, gdy wyjdzie z bezpiecznego domu na wielki świat codziennych aktywności. I bez tej wiedzy i praktyki zacznie go szukać tam, gdzie jest najjaśniej. I bez tej wiedzy i praktyki przytomności choć wielu jest wezwanych do doświadczania miłości, niewielu pozostaje jej wiernym. (Celowo czynię nawiązanie do poprzedniego komentarza.)

    No tak.Ale ten opis jest tak daleko od potocznej propagandy, że zdziwię się, jeśli ktokolwiek z czytelników przez chwilę pomyśli, zanim rzeknie: brednie.
  • @a1a 14:03:08
    Nie, nie w samym sobie - w klasycznym rozumieniu podziału na wewnętrzne i zewnętrzne. Tym bardziej i nie na zewnątrz.

    Przed chwilą napisałem, że w polu świadomości, która potrafi wejść w stan przytomności i ten stan podtrzymywać i/lub do niego powracać po wytrąceniu.
    Przeczytaj zresztą poprzedni komentarz.
  • @Piotr F. Świder 21:45:25
    "..w polu świadomości, która potrafi wejść w stan przytomności.."

    >>> rozumiem :) trudno dobierać właściwe i zrozumiałe słowa w tego typu opisach.
    Pytając Ciebie nie miałem na myśli klasycznego podziału na wewnętrzne i zewnętrzne.
  • @a1a 00:27:07
    Dodam: w polu świadomości w stanie przytomności potencjał natury ludzkiej dojrzewa do bycia osobą.
  • @omnia 16:25:11
    Tu nie chce mi się teoretyzować.
    Opieram się więc na doświadczeniu.
    Inna sprawa, że to doświadczenie ma formę, jest kształtowane w odniesieniu do kultury,w której jestem zanurzony, do mojej osobistej ścieżki przez życie.
  • @omnia 17:00:12
    Napisałem wszak wyraźnie:
    "Lepiej widzieć szklankę do połowy pełną i kochać, żeby napełniła się ona do pełni.'
    Człowiek, który widzi szklankę do połowy pustą, wcale nie staje w prawdzie, gdyż każdy okruch prawdy jest pełny i zanurzony w oceanie Prawdy, która jest Pełnią. Świadomość (a jest to doświadczenie duchowe, mistyczne), że jestem prawdziwy tu i teraz a nie dopiero gdzieś tam potem... np. w niebie, to taki mały fraktal inspiracji Bożej w osobie, żeby uczynić własne życie na obraz i podobieństwo.

    Klekotanie "jestem grzesznym człowiekiem" ma sens, jeśli służy naprawie. Naprawa wymaga diagnozy i leczenia. Jej wrogiem jest przeświadczenie, że grzesznej natury człowieka nie da się naprawić. Otóż, da się. W pewnym sensie miłość jest lekarzem.
    Kto kocha bezinteresownie, ten spala "karmę" grzechu w ogniu Bożej miłości.

    Tym niemniej: jak długo trwa życie, tak długo ruch miłości napełniającej szklankę nie ustaje. Trwa. Ten proces napełniania trwa aż do zjednoczenia duszy z Bogiem, aż do - powrotu do domu Ojca.

    A co może zyskać człowiek, który wpada w pułapkę nieustającej walki ze swą grzeszną naturą, z szatanem? Wyczerpie własne witalne siły w wojnie i umrze w dualnym rozdarciu świadomości. Raz przykutej do wyidealizowanych form dobra, innym razem skoncentrowanej na walce z potężnymi siłami zła, które opanowały świat i którym stara się nie ulec.
    Jeśli faktycznie prawda jest taka, że szklanka ludzkiego życia jest do połowy pusta i do połowy pełna, to nastawienie uwagi na bezinteresowną miłość, pozwala nam wskoczyć do tej połowy, która jest napełniona i stamtąd uruchomić ruch doświadczenia, który stale szklankę napełnia.
    Jeśli wskoczymy natomiast do pustej połowy, to - żeby żyć, żeby zasilać życie energią i informacją - będziemy czerpać z tej pełnej połowy szklanki wodę życia.

    Dla ułatwienia myślenia, wyobraź sobie to tak: szklanka nie jest na zewnątrz; człowiek jest tą szklanką.
  • @omnia 18:47:25
    Czasami szlanka jest prawie pusta i jest w niej tylko kropla wody na dnie, bo życie wciąż się tli...
    Co wówczas widzi człowiek? Gdzie jest? Czy nie zaczyna myśleć, że dobrze byłoby znaleźć się w tej ostatniej kropli, powrócić do tego, co naprawdę ważne w życiu?
    Oczywiście, metafora ze szklanką natrafia na własne granice... to jakby ledwie ćwiczenie dla wyobraźni, dzięki któremu łatwiej sobie uzmysłowić niektóre uwarunkowania egzystencji.
    A przecież szklanka nie istnieje w próżni, lecz jest zanurzona w Bożej rzeczywistości... gdzie istnieje cały ocean wody życia.Najważniejsza umiejętność życia i zarazem najtrudniejsza w praktyce, sprowadza się do nie zakrywania szklanki wiekiem iluzji, nie odcinania się od Bożej rzeczywistości.
    Chciałabyś wyjść na zewnątrz i dokonać pomiaru prawdy o człowieku - on jako stworzenie niedoskonałe musi być jako ta szklanka do połowy pusta i do połowy pełna. Moje podejście jest inne. To co na zewnątrz istnieje tylko dlatego, że nasz umysł tworzy (odlewa we wszechświecie) formę szklanki. Takie uwarunkowanie nie jest oczywiście złe, lecz...ma istnieć w czasoprzestrzeni i porządku wszechświata i zniknąć w wieczności.
    Pokrótce.
  • @omnia 18:31:03
    To świetnie, że ludzie się różnią. Pokój na ziemi jest miejscem dla różnorodności, a nie dla jedności, która dotyka i odnosi się do relacji człowieka z Bogiem.
    Tym jednym zdaniem przeciwstawiam się wielu świątobliwym misjonarzom religijnym, którzy głoszą potrzebę jedności przekonań i wiary - oczywiście tylko wówczas, gdyby mogło się tak zadziać pod dyktando ich wierzeń i ich władzy nad duszyczkami.
    I czynię tak z pełną świadomością...
  • @omnia 16:39:05
    *Więc jakie masz wskazówki dla chcących posiąść tą umiejętność ?

    Żadnych. Nie jestem drogowskazem.
    Nie jestem drogowskazem, który chce wskazywać komukolwiek drogę.
    Ja tylko staram się odkrywać własną drogę, którą idę przez życie... I czasami porozmawiać z kimś, kto uzna, że warto akurat ze mną.
    Tylko tyle.
  • @omnia 18:43:14
    Jeszcze raz: Polem fundamentalnej jedności dla różnorodności życia i dla różnorodności niepowtarzalnych osób ludzkich, którym przynależy ta sama co do wartości godność, jest sama rzeczywistość Boża.Każda osoba powinna po prostu szukać i rozwijać się duchowo w kierunku jedności z Bogiem. Mrzonki o jedności ustanawianej w kulturze, religii, polityce, ideologii - pomiędzy i dla indywidualnie niepowtarzalnych osób - zawsze prowadzą do jakiejś formy totalitaryzmu, gdyż wymagają jakiejś formy władzy świeckiej lub religijnej.
    Co innego pokój. Tak, on powinien być nadrzędnym celem wolnego i otwartego społeczeństwa, o którym tyle pisał wymieniony w moim eseju Karl Popper. Historia nas uczy, że ten cel jest niezmiernie trudny w praktyce. Czy kiedykolwiek osiągalny? Nie wiem. Podstawowym balastem, który dławi pokojowe współistnienie różnorodnych osób ludzkich w przestrzeni wspólnego świata, wciąż jest niedorozwój ludzkiej moralności, empatii i inteligencji duchowej.

    Różnorodność nie kłoci się więc tylko z Jednością Bożą. I oznacza tylko tyle, że każda osoba ludzka jest w najgłębszym znaczeniu przeznaczona do świadomego odnalezienia tej fundamntalnej jedności z Bogiem, która już faktycznie istnieje.

    Najnowsze pomysły na ustanowienie jedności ludzkości są znane jako Nowy Porządek Świata. Jedna władza, jedna ideologia i krojenie wszystkich różnic gilotyną poprawności politycznej. Ta gilotyna raz kroi tak, innym razem inaczej - to bez znaczenia. Jeśli do równania podstawimy jednak religię, nic się nie zmieni. Wystarczy postudiować historię państw rządzonych przez teokratów. Przemoc i wymuszanie przekonań - oto, czym kończy się gadanie o jedności pod kierownictwem jakichś bardziej predestynowanych do przewodnictwa nad owieczkami elit.
  • @omnia 20:49:25
    Wiesz, że to jest prostsze. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, od czasu do czasu coś napiszę na swoim blogu. A wówczas - poczas dialogów - to i owo z moich przemyśleń i refleksji pojawi się w słowie.

    Jestem pielgrzymem- po prostu w drodze. Czasami idę sam, a czasami ktoś mi towarzyszy na określonym odcinku drogi.

    Zechcę coś napisać o tej najważniejszej umiejętności życia. Ale wciąż rozważam delikatność sensów, która wyłania się z doświadczenia duchowego. Raczej nie będę publikował zrazu refleksji mistycznych na blogu. Dopiero, gdy domknę całość medytacji i przeczyta to kilku przyjaciół, którzy uznają, że słowa są zrozumiałe... Nie wiem, kiedy będę gotowy.

    Milczenie oznaczało, że rozumiem perspektywę, z której spojrzałaś na problem. Tak, samoocena, ale również odwaga, by spojrzeć prawdzie w oczy poprzez oczy drugiego człowieka, chroni od bujania w obłokach.

    Staram się widzieć panoramicznie rzeczywistość. A nie jest to łatwe, gdyż zazwyczaj patrzymy z określonego punktu widzenia. Oznacza to, że żeby osiągnąć efekt panoramiczności, dla niektórych widoków, trzeba być w drodze i nie znieruchomieć. Podczas rozmowy natomiast warto - choćby dla ćwiczenia wyobraźni - spojrzeć na problem z punktu widzenia, który pojawił się w sposobie myślenia i mówienia o sprawie przez drugiego człowieka. Niie zawsze jest to takie proste jak się wydaje.
  • @omnia 19:18:40
    Kogo najbardziej kochasz na świecie? I dlaczego?
  • @omnia 00:57:19
    Wybacz raczej sobie obcesową odpowiedź. Pomyśl i napisz, dlaczego tak myślę?
    A ja... swoje napiszę... w konsekwencji.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY

więcej